Arlena na moment wyszła z domku, mamrocząc coś, że jedna z jej lalek znowu uciekła i mam się zająć potencjalną członkinią watahy. Cała Ar, kompletnie nie ogarnięta. Wróciłem myślami do spraw rzeczywistych, widząc niezdecydowanie Angel poszerzyłem uśmiech.
- Nie martw się, to tylko nazwa, nie są z gołębi - parsknąłem śmiechem. - Widzisz, normalne wilkołaki rodzą się od razu w watahach, bardziej dominujące basiory po osiągnięciu dorosłości tworzą własne, a te mniej zostają tam, gdzie się urodzili. Kiedyś krążyło nawet powiedzenie, że samotny wilkołak, to martwy wilkołak. Nie każdy potrafi przeżyć samodzielnie, dlatego łączymy się w watahy. Wataha, to po prostu rodzina, choć większość z nas, nie jest ze sobą spokrewniona. Pomagamy sobie, każdy nas pełni jakąś funkcję, wszyscy się uzupełniamy. Na przykład Arlena, robi za szwaczkę, choć osobiście zwykle zwalam do niej się wraz z połową watahy na obiady, nikt tak cię nie nakarmi i nie utuczy jak ona. - Zaśmiałem się i z poważniałem. - Nie płacz, coś się stało? - spytałem zatroskany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz