Pokręciłem z niedowierzaniem głową, złapałem dziewczynę za rękę i pociągnąłem w stronę domku Arleny. Próbowała się wyrywać, miotała się i krzyczała, nawet udało jej się mnie uderzyć. W końcu gdy dotrwaliśmy do domku ona miała lekko zaczerwieniony nadgarstek, a ja rozcięcie na policzku i mnóstwo siniaków w okolicach brzucha. Westchnąłem przeciągle, puściłem dziewczynę i otworzyłem drzwi.
- Panie przodem - wymamrotałem i mało dżentelmeńsko wepchnąłem ją do mieszkania, feministki będą mnie ścigać po nocach. Zaprowadziłem ją do jadalni, posadziłem przy stole, usiadłem obok niej, krzycząc, że mamy gościa. Akurat była pora obiadu, także Arlena wychyliła się z kuchni, uśmiechnęła, klasnęła w dłonie i roześmiała się.
- Im więcej nas tym lepiej - rzekła, poszerzając uśmiech i wracając do gotowania. Upichciła gołąbki, zupę pomidorową oraz usmażyła ciasteczka z czekoladą w kształcie wilczych łap. Pomogłem jej przenieść wszystko na stół i już po chwili, wszyscy pałaszowaliśmy smakołyki, z czego Angel wydawała się na początku być trochę nie ufna.
- Dołączasz do naszej watahy? - spytała Arlena, przekrzywiając głowę o parę stopni w lewo i sprzątając naczynia. - Jestem pewna, że znajdzie się dla ciebie miejsce, możesz nawet ze mną mieszkać - zachichotała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz